Co ze szkołą po 1 września?

„Mój syn wbiegł dziś rano do naszej sypialni z okrzykiem: „Jeszcze tylko dziesięć dni i idę do szkoły!”. A mnie ciarki przeszły po plecach… Popatrzyłem na jego radosną twarz, skrzące się oczy, usta rozchylone w uśmiechu i jakoś nie umiałem wykrzesać w sobie choćby odrobiny tej samej radości. Oto mój siedmioletni Pawełek ma za niecałe dwa tygodnie stać się uczniem pierwszej klasy, a ja się nie cieszę.
Nowy, granatowy plecak czeka od połowy lipca, kredki i pisaki ułożone równo na biurku, piórnik wypchany pachnącymi gumkami, śniadaniówka ze Spider-Manem i bidon w Transformersy. Nowiusieńkie tenisówki trzyma pod łóżkiem i nie pozwala ich schować do szafy, „bo to do szkoły”. Ale czy pójdzie do szkoły???”

Ta i wiele innych podobnych historii dotyka większość rodziców pierwszoklasistów.

Pamiętacie swoje początki w szkole? Mieszanina ekscytacji i strachu, gorączkowe oczekiwanie, jak to będzie, jakie będą koleżanki, koledzy, nasza sala, nasza pani. Pierwszoklasista też czeka, doczekać się nie może. A rodzic nie wie, co z nim będzie i mówiąc szczerze, jest przerażony.

Kiedyś największym zmartwieniem rodzica było to, czy dziecko zje kanapkę z żółtym serem i rzodkiewką i czy wypije sok. A dziś? Największą zmorą może okazać się zdalne nauczanie! Czy wasze dziecko ma laptopa? „Pawełek” ma! I ogląda na nim Transformersy! A kamerkę? A mikrofon? A umie obsługiwać Teamsy, e-Dziennik i Moodle’a? A współdzielone pliki w Google Docs już ogarnia? W wielu firmach nie potrafi tego połowa pracowników, ale przecież siedmiolatki muszą być genialne, prawda?

Jak w kraju, gdzie uczniowie liceum mają jedną godzinę informatyki w pierwszej klasie i później już nic (serio! Taka jest podstawa programowa), siedmiolatki mają uczyć się online? Co pierwszoklasista ma zrobić z tym plecakiem? Zeskanować go? Po co mu nowe tenisówki? Ma je wysłać mailem?

Ludzie! Przecież to jest jakaś paranoja!

A co z efektywnością uczenia? Czy Wasze dzieci płynnie czytają? Jak będą wykonywały polecenia, które dostaną mailem? W klasie pani przeczyta, pomoże. A w domu? Co z dodawaniem? Co z nauką angielskiego?

Trochę to wygląda tak, jakby ktoś dzieciom chciał zabrać dzieciństwo i sprawić, że przeskoczą z poziomu sześciolatka na poziom co najmniej dwunastolatka.  Mają być zdyscyplinowane, samodzielne i informatycznie ogarnięte! I wszystko to w czasie, gdy mama i tata będą w pracy! Może niech Ministerstwo od razu zarządzi, że siedmiolatki mają chodzić po wodzie!

A czy ktoś myśli o rozwoju emocjonalnym naszych dzieci? Czy ktoś wie, jak one zareagują, gdy koledzy skomentują ich plakat z Kubusiem Puchatkiem wiszący nad łóżkiem? Albo co zrobią, gdy siedząc same w domu stracą połączenie z Internetem. Albo im się Zoom wywali, albo plik nie załączy, albo sto innych rzeczy.

Podobno świat powstał z chaosu, ale do tego potrzebne były miliony lat ewolucji. Rodzice pierwszoklasistów nie mają tyle czasu. Muszą znaleźć rozwiązanie już teraz! I są w tym sami! Minister mówi jedno, wiceminister drugie, dyrektor szkoły trzecie, a na grupach rodzicielskich w mediach społecznościowych aż huczy…

Dyrektorzy szkół rozkładają ręce. Sami zmagają się z systemem, ministerstwem. Mówi się, że zgodnie z zaleceniami ma być więcej lekcji na świeżym powietrzu. W sumie niezły pomysł. Szczególnie w listopadzie i grudniu! Albo że nie będą wychodziły z klasy w ogóle! Albo że będą odizolowane od innych dzieci. Już widzę 25 siedmiolatków zamkniętych w klasie przez 6 godzin! Cudny pomysł! Jeszcze tylko krat w oknach brakuje!

Rozwiązaniem jest, oczywiście, nauczanie domowe. Przy wszystkich jego wadach (brak kontaktu z grupą rówieśniczą!). Albo nauczanie w małej, wiejskiej szkole, a nie miejskim molochu, w którym spotyka się 2 tysiące uczniów! Tylko nie każdego na to stać! Finansowo, organizacyjne, mentalnie. Bo jednak odpowiedzialność jest duża – przejmuje się cały ciężar na siebie!

Tymczasem, w Akademii przez okres lockdownu posprzątaliśmy każdy kąt szkoły niczym w sali operacyjnej, książki w naszej bibliotece poukładaliśmy niemalże rokiem wydania – tak z nudów, za to od tygodnia pracując ponad 12 godzin dziennie, w pośpiechu burzymy ściany sąsiadujących ze sobą sal, żeby sprostać, nie do końca jasnym przepisom i zapewnić uczniom i kursantom naszej szkoły maksimum bezpieczeństwa i komfortu w tej całej „korona niepewności jutra” . Tak na wszelki wypadek, żeby być przygotowanym na najgorsze, na bardziej zaostrzone przepisy, bo czasu już nie ma żeby czekać dalej na jakieś konkrety, bo wrzesień już za parę dni.

Potrzeba jest matką wynalazków, więc i tu pojawiło się światełko w tunelu. Dla ucznia i rodzica oraz Akademii. Nauczanie domowe, ale trochę w innej formie. Jak zbiera się grupa dzieciaków, to rodzicom jest łatwiej ogarnąć ten temat. Ogólnie chodzi o to, żeby dzieciom zapewnić stabilną formę edukacji, a nie ryzyko że pójdą do szkoły, która dziś jest otwarta, a jutro może być zamknięta. I tu z propozycją wychodzi zespół pasjonatów nauczania Akademii Nauki, która proponuje przejęcie nauczania domowego na siebie i swoich doświadczonych nauczycieli.

W Akademii Nauki oferujemy naukę dla uczniów klas 1-3 w małych, 8-osobowych grupach. Naukę niesformalizowaną, kreatywną, skoncentrowaną na potrzebach uczniów, a mniej na wymogach systemu. Nie oznacza to, oczywiście, całkowitego z nim zerwania. Przeciwnie, Wasze dzieci zrealizują podstawę programową ze swojej klasy, ale obok tego otrzymają mnóstwo zajęć dodatkowych, rozwijających ich talenty i umiejętności. I – co ważne – będą to robiły w grupie przyjaciół, z którymi będą się spotykać w bezpiecznej, przyjaznej przestrzeni!

I co najważniejsze, nie chodzi w żaden sposób o umniejszanie roli szkoły, nie jesteśmy absolutnie w opozycji w stosunku do metod, które szkoły proponują.  Nie mniej jednak, w obecnej niepewnej sytuacji, zaproponowane przez nas rozwiązanie, jest najlepszym rozwiązaniem dla dziecka, dodatkowo daje pewność nauczycielom szkoły rejonowej, że to co musieliby zrobić rodzice (często przemęczeni), zrobią za nich wykwalifikowani pasjonaci nauki (chwilowo bezrobotni :)).

Formalnie Wasze dzieci będą w rejonowej szkole podstawowej, a Akademia będzie robiła nauczanie domowe za Was – rodziców. A po pierwszym roku nauczania domowego, podejmiecie decyzję, czy Wasze dzieci wrócą do szkoły podstawowej „normalnej”, bo nie o to chodzi, by je odseparować od reszty świata. Ale istnieje duże prawdopodobieństwo, że zdecydujecie się na kontynuację edukacji domowej, ponieważ pozwala ona dzieciom, rozwijać się kreatywnie, nie szufladkuje ich w systemie, nie siedzą 45 minut w ławce, wychodzą na spacery,  eksperymentują, tworzą  grupę przyjaciół, która uczy się dobrze żyć w świecie a nie rywalizować ze sobą. Chcemy Wam w tym miejscu powiedzieć, że taka opcja istnieje, że została dużo bardziej ułatwiona teraz w “czasach korony”, nie ma już takich obostrzeń i papierologii, to jest takie wyciągniecie ręki do rodziców. Każdy w Was może z tego skorzystać, ale może po prostu jeszcze o tym nie wiecie.

Reasumując, Wasze dzieci robią materiał pierwszoklasisty, nie robią go w szkole, ale w Akademii. Robią go z innymi dziećmi, które są w podobnej sytuacji. Tym samym będą po roku gotowe do pójścia do drugiej klasy bez zaległości, jeśli sytuacja się zmieni. Albo nie, decyzja będzie należała do Was i Waszych dzieci…”

Przejście na nauczanie domowe wydaje się Wam trudne ze względu na formalności? Akademia Nauki doradzi Wam, jak ten proces przejść szybko i sprawnie! Zmienione przepisy pozwalają załatwić zgodę szkoły nieomal natychmiast! O szczegóły można dopytać bezpośrednio dzwoniąc pod numer ☎ 56 652-17-18

Nie jesteście przekonani? To wyobraźcie sobie, że jest 11 września, piątek. Wracacie z pracy pędząc do domu co sił, bo Wasza córka lub syn przez cały dzień było samo w domu i online w szkole. Wpadacie do mieszkania. Laptop wyłączony, kamerka też, a Wasze dziecko siedzi na podłodze w kącie i tuli pluszowego misia. Gdy podnosi twarz mokrą od łez wiecie, że to nie był udany dzień.

A teraz wyobraźcie sobie, że może być inaczej! Że bez stresu podjeżdżacie pod budynek Akademii Nauki, z którego wybiega Wasza córka lub syn machając do kilku innych dzieci, które uśmiechnięte wpadają w objęcia swoich rodziców. Gdy wsiada do samochodu, pytacie: „Jak ci minął dzień?” i w odpowiedzi słyszycie radosne „Świetnie!”. A na Wasze podejrzliwe pytanie: „A co masz zadane do domu?” słyszycie miłe dla uszu: „Nic! Wszystko zrobiliśmy w szkole!” i już wiecie, że czeka Was miłe rodzinne popołudnie.

Ewelina Zalewska
Joanna Wasieczko

Dowiedz się więcej o Edukacji Domowej w Akademii:

torunakn.pl/edukacja-domowa/

Zostaw numer - oddzwonimy